O fatalnym zakończeniu „Mass Effecta 3” pisali już chyba
wszyscy. Potworny spektakl, który został zaserwowany jako oficjalne – i
wyjątkowo oryginalne – zakończenie
ciekawej sagi bez wątpienia do dziś wywołuje u fanów bóle głowy i koszmary senne.
Niezmordowany Bioware ostatecznie jednak się ugiął i zupełnie za darmo uraczył
nas rozszerzonym zakończeniem. Rozszerzony
to w zasadzie jedyne słowo, które może je opisać, ponieważ nowe zakończenie
dodaje zaledwie jedną niedopracowaną opcję, kilka scenek pożegnania oraz
epilogi próbujące wyjaśnić, co właściwie stało się z Komandor(em). Ale co się z
nim(nią) stało? Czy miał(a) w ogóle jakiekolwiek szanse na przeżycie? Jeśli
chcecie się dobić drugi raz, DLC czeka.
Przyjrzymy się więc szybko nowym zakończeniom, które wciąż można odróżnić na podstawie
kolorków… „Zniszczenie” pozostało wierne idei gry, jako jedyne daje szansę
Komandor(owi) i przy okazji solidnego kopniaka Magicznemu Dziecku. Faktycznie
najlepiej trzymać się czerwonego zakończenia, żeby odejść od gry w miarę
spokojnie. W porównaniu ze swoim pierwowzorem zmieniło się niewiele, więc
bardziej wyróżnia się niebieska „Kontrola”, która osadza Shepard(a) w roli
głowy galaktycznej policji. Tak, dokładnie tak, jak myślicie. Dzieciak jest
zadowolony. EDI i getów poświęcać nie trzeba. Zakończenie zielone wciąż jest
tym najgorszym, chociaż tutaj w epilogu podjęto próbę wyjaśnienia, dlaczego
niby przynosi tak dobre rezultaty i dlaczego Shepard to frajer, jeśli go nie
wybrał(a). Mnie nie przekonało*.
Bez wątpienia miłym akcentem było załączenie slajdów – i tylko slajdów – ukazujących
dalsze dzieje znanych nam postaci. Dziękuję za zgodę quarian i getów, chyba jedyny
całkowicie pozytywny akcent, oraz za złagodzenie wymiaru katastrofy, która
miała nadejść w związku ze zniszczeniem przekaźników masy.
W DLC znalazło się również miejsce dla czwartego, ukrytego
zakończenia, które wywołać można wyjątkowo łatwo, choć najpierw trzeba na to
wpaść – odmawiając współpracy z Magicznym Dzieckiem**.
To najkrótsze z czterech, ale czuje się, że ma pewien potencjał: łatwo jest
wyobrazić sobie Shepard(a) postanawiającego wziąć sprawy w swoje ręce zamiast
zdawać się na kosmiczną magię. Tak właśnie być powinno! Szkoda tylko, że cały
filmik następujący po odmowie trwa około trzech minut i pozostaje tylko się
domyślać, kto może zechcieć podjąć walkę ze Żniwiarzami w kolejnym cyklu.
Ostatnią, bo najmniej ważną, jest kwestia pożegnania z
drużyną i wyjaśnienia, w jaki sposób Normandia znalazła się poza polem walki w
momencie wybrania naszego kolorku. Widać wyraźnie, że dodano je wyłącznie na
potrzeby fanów, jednak jest to wciąż miły akcent. Całkiem logiczne wydaje się
pożegnanie Komandor(a) z osobą, która potencjalnie była jego(jej) kochankiem od
pierwszej części gry, nie wspominając już o symbolicznym pogrzebie na
Normandii. Nawet jeśli kończymy trójkę bez takowej, możemy spać spokojnie, bo
drużyna starych przyjaciół nas nie zawiedzie***.
Pomijając kwestię, że nikt do końca nie wie, jak brzmi imię Komandor(a), więc
zakładam, że dla załogi pozostaje to tajemnicą.
I na koniec rada: jeśli możesz, zapomnij o zakończeniu
trylogii, wyobraź sobie Komandor(a) w dobrym zakończeniu z wybraną towarzyszką
lub towarzyszem i śpij spokojnie…
*Ale
Skibiusza tak – nie wiem, czy graliśmy w tę samą grę
**UWAGA:
„Odmowa” nie przewiduje zdobycia trofeów za ukończenie gry w wersji na PS3
