sobota, 20 października 2012

Mass Effect 3 Extended Cut, czyli co poszło nie tak


 

[Tekst zawiera BARDZO DUŻE spoilery. Jeśli nie znasz już dobrze fabuły ME3, przerwij czytanie w tym momencie. Możesz też czytać dalej, aby przekonać się, dlaczego ostatnia część trylogii nadal ssie.]

O fatalnym zakończeniu „Mass Effecta 3” pisali już chyba wszyscy. Potworny spektakl, który został zaserwowany jako oficjalne – i wyjątkowo oryginalne – zakończenie ciekawej sagi bez wątpienia do dziś wywołuje u fanów bóle głowy i koszmary senne. Niezmordowany Bioware ostatecznie jednak się ugiął i zupełnie za darmo uraczył nas rozszerzonym zakończeniem. Rozszerzony to w zasadzie jedyne słowo, które może je opisać, ponieważ nowe zakończenie dodaje zaledwie jedną niedopracowaną opcję, kilka scenek pożegnania oraz epilogi próbujące wyjaśnić, co właściwie stało się z Komandor(em). Ale co się z nim(nią) stało? Czy miał(a) w ogóle jakiekolwiek szanse na przeżycie? Jeśli chcecie się dobić drugi raz, DLC czeka.

Przyjrzymy się więc szybko nowym zakończeniom, które wciąż można odróżnić na podstawie kolorków… „Zniszczenie” pozostało wierne idei gry, jako jedyne daje szansę Komandor(owi) i przy okazji solidnego kopniaka Magicznemu Dziecku. Faktycznie najlepiej trzymać się czerwonego zakończenia, żeby odejść od gry w miarę spokojnie. W porównaniu ze swoim pierwowzorem zmieniło się niewiele, więc bardziej wyróżnia się niebieska „Kontrola”, która osadza Shepard(a) w roli głowy galaktycznej policji. Tak, dokładnie tak, jak myślicie. Dzieciak jest zadowolony. EDI i getów poświęcać nie trzeba. Zakończenie zielone wciąż jest tym najgorszym, chociaż tutaj w epilogu podjęto próbę wyjaśnienia, dlaczego niby przynosi tak dobre rezultaty i dlaczego Shepard to frajer, jeśli go nie wybrał(a). Mnie nie przekonało*. Bez wątpienia miłym akcentem było załączenie slajdów – i tylko slajdów – ukazujących dalsze dzieje znanych nam postaci. Dziękuję za zgodę quarian i getów, chyba jedyny całkowicie pozytywny akcent, oraz za złagodzenie wymiaru katastrofy, która miała nadejść w związku ze zniszczeniem przekaźników masy.

W DLC znalazło się również miejsce dla czwartego, ukrytego zakończenia, które wywołać można wyjątkowo łatwo, choć najpierw trzeba na to wpaść – odmawiając współpracy z Magicznym Dzieckiem**. To najkrótsze z czterech, ale czuje się, że ma pewien potencjał: łatwo jest wyobrazić sobie Shepard(a) postanawiającego wziąć sprawy w swoje ręce zamiast zdawać się na kosmiczną magię. Tak właśnie być powinno! Szkoda tylko, że cały filmik następujący po odmowie trwa około trzech minut i pozostaje tylko się domyślać, kto może zechcieć podjąć walkę ze Żniwiarzami w kolejnym cyklu.

Ostatnią, bo najmniej ważną, jest kwestia pożegnania z drużyną i wyjaśnienia, w jaki sposób Normandia znalazła się poza polem walki w momencie wybrania naszego kolorku. Widać wyraźnie, że dodano je wyłącznie na potrzeby fanów, jednak jest to wciąż miły akcent. Całkiem logiczne wydaje się pożegnanie Komandor(a) z osobą, która potencjalnie była jego(jej) kochankiem od pierwszej części gry, nie wspominając już o symbolicznym pogrzebie na Normandii. Nawet jeśli kończymy trójkę bez takowej, możemy spać spokojnie, bo drużyna starych przyjaciół nas nie zawiedzie***. Pomijając kwestię, że nikt do końca nie wie, jak brzmi imię Komandor(a), więc zakładam, że dla załogi pozostaje to tajemnicą.

I na koniec rada: jeśli możesz, zapomnij o zakończeniu trylogii, wyobraź sobie Komandor(a) w dobrym zakończeniu z wybraną towarzyszką lub towarzyszem i śpij spokojnie…





*Ale Skibiusza tak – nie wiem, czy graliśmy w tę samą grę
**UWAGA: „Odmowa” nie przewiduje zdobycia trofeów za ukończenie gry w wersji na PS3
***http://www.youtube.com/watch?v=ZULiMLmB8_Y dlaczego, Bioware, dlaczego?