Percepcja dziecka to ciekawa
sprawa, którą rozważać można długo, a i tak nikt nie dojdzie do żadnego
wniosku, bo wszyscy dorośli i zapomnieli, jak to jest – widzieć świat oczami
małego człowieka. Nic dziwnego, że pewne jego elementy, dla nas całkiem
zwyczajne, dla dzieci wydają się obce, straszne. Inna sprawa, jeśli świat, w
którym się znajdują, naprawdę jest pełen mroku. Oto świat „Limbo”.
„Limbo”
jest grą platformowo-logiczną niezależnego studia Playdead, która zdążyła się
dorobić wielu nagród, samych pozytywnych opinii i przychylnych komentarzy.
Jedno jest pewne już w momencie, gdy zaczyna się jej pierwsze pięć minut: nie
jest to gra przecięta. Bezimienny chłopiec, główny bohater gry, poszukuje
siostry, balansując na krawędzi piekła – czyli w otchłani. Świat, który
przemierza, to monochromatyczny koszmar pełen pułapek oraz wrogich istot
czyhających na jego życie.
Gra
posiada unikatowy system fizyki sterujący zachowaniem postaci i całego
środowiska – wszystko, co się dzieje, ma jakąś reakcję. Najważniejszy jednak
bez wątpienia jest fakt, iż „Limbo” zaprojektowano tak, aby gracz nie mógł od
razu wpaść na rozwiązanie licznych zagadek... najpierw chłopiec musi umrzeć,
często w groteskowy sposób. Wiele takich pułapek odkrywa się dopiero po wejściu
w nie i obejrzeniu animacji dekapitacji, porażenia prądem, utopienia i tak dalej.
Najbardziej w pamięć zapadają błyszczące białe oczy bohatera, które nagle
gasną, pozostawiając nas samych w ciemności. Dodatkowo gra sama w sobie nie
jest najłatwiejsza, więc często oglądamy animacje raz po razie, próbując coś
zdziałać. Pytamy się ciągle: ale czym ten biedny dzieciak sobie zasłużył?
„Limbo”
to z pewnością gra, która jest jednocześnie dziełem sztuki na bardzo wysokim
poziomie. Tak oryginalnej i przyciągającej wzrok oprawy graficznej na próżno
szukać w innych nowoczesnych tytułach. Czarno-biały świat utrzymany w klimatach
filmu noir, gra światłem i bardzo ograniczony zasób dźwięków stwarzają
klaustrofobiczną atmosferę rodem z dobrego horroru. Wszystko jest dobrze wyważone:
tła, interakcja bohatera z otoczeniem, przeszkody, wrogowie, pułapki. Mroczna
tonacja doskonale nawiązuje do samego tytułu gry, wydając się wręcz mówić nam,
że świat jest bezlitosny nawet dla takiego dziecka. Z drugiej strony wybór
chłopca jest całkiem rozsądny, bo w ten sposób wizje śmierci wpływają na gracza
jeszcze silniej...
Niewątpliwą
zaletą tej wyjątkowej gry jest poziom trudności, który utrzymuje się w ciągu rozgrywki.
Wszystko jest zbalansowane: czasem irytująco skomplikowane, innym razem wręcz
banalnie oczywiste. Bardzo wpływa to na grywalność, sprawiając, że do „Limbo”
zasiąść można praktycznie w każdej chwili, czy to na 5 minut, czy na godzinę.
Wielu z nas doskonale zna uczucie frustracji, gdy jakiś element gry okazuje się
zbyt trudny do pokonania w danym momencie, za to bez problemu udaje się go
zwalczyć kilka godzin później – czasem czuje się, że „Limbo” preferuje taki
rodzaj rozgrywki. Koniec końców ciężko się oderwać i nawet po wielu porażkach
wraca się do mrocznego świata, aby pomóc bezimiennemu dziecku uciec od
koszmarów.
Fabuła
– a w zasadzie jej brak – wydaje się być jedynym prawdziwym problemem. Nic nie
jest wytłumaczone ani na początku, ani w ciągu podróży. Chłopczyk idzie przed
siebie, inni ludzie często próbują wyrządzić mu krzywdę, a tajemnicze pasożyty
kontrolujące myśli doprowadzić do jego zguby. Jedynie tytuł sugeruje, że tak limbus wyobrażają sobie autorzy gry, a
to z kolei prowadzi do założenia, że główny bohater nie trafił tam bez powodu.
Ale tu powraca pytanie: cóż takiego zrobił chłopiec, żeby trafić do otchłani?
Może jego jedynym przewinieniem była śmierć bez chrztu? Ten problem moralno-etyczny
pozostawiono do strawienia odbiorcom – na całe (nie)szczęście.
Projekty
pokroju „Limbo” nie zdarzają się codziennie. Grać z pewnością warto, choćby po
to, aby zwyczajnie cieszyć się produkcją, podziwiać jej przepiękną oprawę, a
potem wyjść z domu i docenić nasz świat, zdecydowanie bardziej kolorowy.
Komu odradzam: tym wrażliwszym i
strachliwym, dzieciom
Komu polecam: całej reszcie
*cytat w tytule: Fryderyk Nietzsche





