środa, 20 marca 2013

Wyprawa na Solstheim




W tym roku użytkownicy PS3 dostali niespodziankę w postaci wszystkich trzech DLC do „TES V Skyrim” nareszcie dostępnych na PS Store, a w dodatku za połowę oryginalnej ceny w pierwszym tygodniu po premierze. To była bardzo dobra wiadomość; jeszcze niedawno Bethesda zarzekała się, iż przeniesienie dawno już dostępnych dodatków na platformie Microsoftu jest niemożliwe na konsolę Sony... A jednak.

Paradoksalnie pierwszy pojawił się „Dragonborn”, który gwarantuje nam powrót do środowiska znanego niektórym z dodatku do trzeciej odsłony serii „Bloodmoon”. Obskurny statek z Windhelm zabiera nas więc na Solstheim, gdzie dunmerzy w Raven Rock borykają się ze swoimi problemami, mocno odciętymi od realiów Skyrim, a jednocześnie coś niepokojącego dzieje się z mieszkańcami wyspy. Nocami wszyscy opuszczają domy i recytując tajemne wersy, razem budują ołtarze dla nieznanego boga. Boga, którym okazuje się być pierwszy Dragonborn – Miraak.

Terytorium Solstheim prezentuje się bardzo przyzwoicie, a na dodatek zapewnia graczom kilkanaście godzin roboty. Znajdziemy tu nie tylko znane doskonale ze Skyrim grobowce, lochy i zatopione miasto dwemerów, ale także zupełnie odmienne typy lokacji – takie, jak czarodziejska kwatera wydrążona w grzybach wielkości drzew czy też zbudowane na pustynnej ziemi miasto mrocznych elfów. To dobry sposób na odświeżenie monotonii klimatu Skyrim. Nie można jednak zapomnieć o definitywnie największym ukłonie w stronę questów daedrycznych (najlepiej napisanym, przy fabule Dark Brotherhooda, questlinie w pełnej wersji gry) – „Dragonborn” przeniesie nas do Apocryphy, mrocznego wymiaru Hermaeusa Mory! Wraz z tymi smaczkami dodatek oferuje kilka nowych typów przeciwników, nawiazujących mocno do czasów „Morrowinda”, nowe czary, przedmioty. Można poczuć przyjemną nostalgię; zwłaszcza, gdy w tle płynie muzyka ze starszego TESa.

Wielu graczy z pewnością zaintryguje fakt wprowadzenia całkiem nowych shoutów: w tym osławionego już Bend Will, który pozwala nam na nic innego, jak od dawna wyczekiwanie poskromienie smoka. I mowa tu o możliwości wdrapania się na jego grzbiet, wykorzystania jego niszczycielskiej siły do zmiecienia z powierzchni ziemi wrogów i oczywiście ucięcia pogawędki ze skrzydlatym jaszczurem. Nie zyskujemy pełnej kontroli nad smokiem, ale wystarczającą, żeby przemieszczać się szybko. No i bardzo efektownie.

Choć w tej chwili cena dodatku wynosi – jak było planowane – 66 złotych, fani serii nie powinni pożałować na niego ani złotówki. „Dragonborn” to DLC z prawdziwego zdarzenia: solidny kawał fabuły, wiele dodatkowych godzin gry w ciekawej realizacji. Choć na pewno szczególnie zainteresuje fanów całej serii, nie zawiedzie też tych, którzy swoją przygodę z TES rozpoczęli od piątej odsłony. Solstheim także czeka na swojego wybawcę!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz