W tym roku użytkownicy PS3
dostali niespodziankę w postaci wszystkich trzech DLC do „TES V Skyrim”
nareszcie dostępnych na PS Store, a w dodatku za połowę oryginalnej ceny w
pierwszym tygodniu po premierze. To była bardzo dobra wiadomość; jeszcze
niedawno Bethesda zarzekała się, iż przeniesienie dawno już dostępnych dodatków
na platformie Microsoftu jest niemożliwe na konsolę Sony... A jednak.
Paradoksalnie pierwszy pojawił
się „Dragonborn”, który gwarantuje nam powrót do środowiska znanego niektórym z
dodatku do trzeciej odsłony serii „Bloodmoon”. Obskurny statek z Windhelm
zabiera nas więc na Solstheim, gdzie dunmerzy w Raven Rock borykają się ze
swoimi problemami, mocno odciętymi od realiów Skyrim, a jednocześnie coś
niepokojącego dzieje się z mieszkańcami wyspy. Nocami wszyscy opuszczają domy i
recytując tajemne wersy, razem budują ołtarze dla nieznanego boga. Boga, którym
okazuje się być pierwszy Dragonborn – Miraak.
Terytorium Solstheim prezentuje
się bardzo przyzwoicie, a na dodatek zapewnia graczom kilkanaście godzin
roboty. Znajdziemy tu nie tylko znane doskonale ze Skyrim grobowce, lochy i
zatopione miasto dwemerów, ale także zupełnie odmienne typy lokacji – takie,
jak czarodziejska kwatera wydrążona w grzybach wielkości drzew czy też zbudowane
na pustynnej ziemi miasto mrocznych elfów. To dobry sposób na odświeżenie
monotonii klimatu Skyrim. Nie można jednak zapomnieć o definitywnie największym
ukłonie w stronę questów daedrycznych (najlepiej napisanym, przy fabule Dark
Brotherhooda, questlinie w pełnej wersji gry) – „Dragonborn” przeniesie nas do
Apocryphy, mrocznego wymiaru Hermaeusa Mory! Wraz z tymi smaczkami dodatek
oferuje kilka nowych typów przeciwników, nawiazujących mocno do czasów
„Morrowinda”, nowe czary, przedmioty. Można poczuć przyjemną nostalgię;
zwłaszcza, gdy w tle płynie muzyka ze starszego TESa.
Wielu graczy z pewnością
zaintryguje fakt wprowadzenia całkiem nowych shoutów: w tym osławionego już Bend
Will, który pozwala nam na nic innego, jak od dawna wyczekiwanie poskromienie
smoka. I mowa tu o możliwości wdrapania się na jego grzbiet, wykorzystania jego
niszczycielskiej siły do zmiecienia z powierzchni ziemi wrogów i oczywiście
ucięcia pogawędki ze skrzydlatym jaszczurem. Nie zyskujemy pełnej kontroli nad
smokiem, ale wystarczającą, żeby przemieszczać się szybko. No i bardzo
efektownie.
Choć w tej chwili cena dodatku
wynosi – jak było planowane – 66 złotych, fani serii nie powinni pożałować na
niego ani złotówki. „Dragonborn” to DLC z prawdziwego zdarzenia: solidny kawał
fabuły, wiele dodatkowych godzin gry w ciekawej realizacji. Choć na pewno
szczególnie zainteresuje fanów całej serii, nie zawiedzie też tych, którzy
swoją przygodę z TES rozpoczęli od piątej odsłony. Solstheim także czeka na swojego
wybawcę!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz