sobota, 13 lipca 2013

Lubię patrzeć, jak patrzysz, czy patrzę



Istnieją gry lekkie i przyjemne, takie, które z chęcią odpalamy, relaksujemy się przy nich, gramy z całą rodziną i jest fajnie. Istnieją gry irytujące, wymagające lub trudne, przy których wysilić trzeba nie tylko mięśnie rąk, ale i mózg. Istnieją również gry przerażające, wywołujące strach na każdej twarzy, przyśpieszające tętno i powodujące silny stres.

Istnieje też „SCP Containment Breach”. Potworny ciąg zaciemnionych korytarzy, kuriozalne potwory i zero możliwości obrony. No i wykręcony poziom trudności.

Brzmi trochę jak „Amnezja”, prawda? Niestety, to tylko „SCP Containment Breach”.

Ujmę to tak: nasza sytuacja jest zła. Wyobraź sobie: jesteś członkiem personelu klasy D, głównie skazańców czy też zwyczajnie ekipy złożonej z mięsa armatniego. Pracujesz dla Fundacji SCP całkowicie na jej warunkach, nie zadajesz pytań, wykonujesz polecenia, gdyż wisi nad tobą wizja natychmiastowej egzekucji w przypadku sprzeciwienia się rozkazom. Zostajesz przydzielony do niesławnego SCP-173, a twoim pierwszym zadaniem jest rutynowa inspekcja i oczyszczenie celi tego stwora wraz z dwojgiem innych podobnych tobie nieszczęśników. Coś jednak idzie nie tak. SCP-173 ucieka, w mgnieniu oka zabijając wszystkich strażników, a ty kulisz się w kącie sali, zastanawiając, co dalej. Uciekasz. Wiesz, że 173 za tobą podąży. Nie wiesz tylko, że 173 nie był jedynym SCP, który podjął próbę ucieczki.



Mechanika gry jest bardzo prosta: gracz ląduje na losowo wygenerowanej mapie, celem jest oczywiście ucieczka z kompleksu. Z początku drzwi otwierają się bezproblemowo, jednak im dalej, tym trudniej jest przejść – należy szukać specjalnych kart otwierających przejścia do kolejnych pomieszczeń. Brzmi niezbyt wymagająco... ale jeden problem goni nas od początku, a jest to wspomniany już SCP-173. Ucieczka w większości przypadków nic nie da, ponieważ 173 jest od nas znacznie szybszy i często również sprytniejszy*. Obronić możemy się tylko w jeden sposób: patrząc bezpośrednio na żółtego stwora. Wskaźnik mrugania sygnalizuje, ile czasu pozostało do następnego, trwającego mniej niż sekundę, mrugnięcia. Ten bardzo krótki czas, gdy nasze oczy są zamknięte, to czas, kiedy SCP-173 się przemieszcza, a my nie mamy z nim żadnych zupełnie szans.

Szybko okazuje się również, że inne SCP wydostały się ze swoich celi i wałęsają się po ośrodku, najczęściej do momentu, gdy ty natkniesz się na nie/one na ciebie, a wtedy rozpoczynają pościg. Często większy kłopot od 173 sprawia SCP-106, bardzo nieprzyjemny jegomość, który również obrał za cel utrudnienie ci życia. SCP-096 to na swój sposób przeciwieństwo 173, gdyż ten pan jest tak wstydliwy, że zabija każdego, kto spojrzy na jego twarz. Wersja 0.7 gry dodała również doktora, za wszelką cenę próbującego uleczyć nas z zarazy poprzez uprzednie zainfekowanie i sekcję przeprowadzaną na żywca.



To wszystko może brzmi śmiesznie i groteskowo, ale sama gra taka nie jest. „SCP Containment Breach” to gra po prostu straszna. Naprawdę sądziłam, że nie podołam „Amnezji”, a po „Slenderze” miałam koszmary, ale tutaj twórcy zwyczajnie przegięli i przeginają z każdą kolejną aktualizacją. Dlaczego? A dlatego, że tej gry praktycznie nie można przejść. Wszystkie korytarze wyglądają identycznie albo przesadnie podobnie. Maska gazowa zamiast ułatwiać grę, tylko ją utrudnia. Spotkanie twarzą w twarz z SCP-173 skutkuje śmiercią w przeciągu od kilku sekund do – bardzo rzadko – kilku minut. Restart następuje z momentu na około pół minuty przed ostatnim zgonem. Dalej w ośrodku okazuje się również, że nie tylko żywe SCP chcą nas zabić, o nie: wiele maszyn i bliżej niezidentyfikowanych obiektów będzie próbowało nam pomóc, mniej lub bardziej, a raczej mniej, skutecznie. Nie wspominając nawet o strażnikach czekających na dalszych poziomach – w momencie, w którym SCP-173 uciekł ze swojej celi, ty stałeś się zupełnie zbędny, więc nie zdziw się, gdy strażnicy wycelują do ciebie z broni palnej. Ta gra nie zna litości.



Dobrą alternatywą dla męczenia się przy tym koszmarze – który zresztą aktualnie posiada u mnie status gry stuprocentowo imprezowej, czyli nikt nie gra na trzeźwo i nikt ABSOLUTNIE nie gra w nią sam – jest poczytanie sobie wpisów na stronie Fundacji. Gwarantuje mocne przeżycia, a niekoniecznie zawał na miejscu. Nie mówię, że „SCP Containment Breach” jest złą produkcją, nie: jak na darmową grę, rozwija się bardzo sprawnie, a każda nowa wersja wnosi coś ciekawego, solidne usprawnienia graficzne i mechaniczne. Tylko po co się męczyć, skoro można pograć na przykład w „Far Cry’a” albo w Pokemony?

komu odradzam: wrażliwym, strachliwym, szukającym sposóbu na przyjemne spędzenie wieczoru

komu polecam: żądnym wrażeń, fanom opowieści z Fundacji SCP







*A przynajmniej w aktualnej wersji gry, bo dawniej jego AI mocno kulało...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz