Istnieją
gry lekkie i przyjemne, takie, które z chęcią odpalamy, relaksujemy się przy
nich, gramy z całą rodziną i jest fajnie. Istnieją gry irytujące, wymagające
lub trudne, przy których wysilić trzeba nie tylko mięśnie rąk, ale i mózg.
Istnieją również gry przerażające, wywołujące strach na każdej twarzy,
przyśpieszające tętno i powodujące silny stres.
Istnieje
też „SCP Containment Breach”. Potworny ciąg zaciemnionych korytarzy, kuriozalne
potwory i zero możliwości obrony. No i wykręcony poziom trudności.
Brzmi
trochę jak „Amnezja”, prawda? Niestety, to tylko „SCP Containment Breach”.
Ujmę
to tak: nasza sytuacja jest zła. Wyobraź sobie: jesteś członkiem personelu
klasy D, głównie skazańców czy też zwyczajnie ekipy złożonej z mięsa armatniego. Pracujesz dla Fundacji SCP całkowicie na jej warunkach, nie zadajesz pytań, wykonujesz polecenia, gdyż
wisi nad tobą wizja natychmiastowej egzekucji w przypadku sprzeciwienia się rozkazom.
Zostajesz przydzielony do niesławnego SCP-173, a
twoim pierwszym zadaniem jest rutynowa inspekcja i oczyszczenie celi tego
stwora wraz z dwojgiem innych podobnych tobie nieszczęśników. Coś jednak idzie
nie tak. SCP-173 ucieka, w mgnieniu oka zabijając wszystkich strażników, a ty
kulisz się w kącie sali, zastanawiając, co dalej. Uciekasz. Wiesz, że 173 za
tobą podąży. Nie wiesz tylko, że 173 nie był jedynym SCP, który podjął próbę
ucieczki.
Mechanika
gry jest bardzo prosta: gracz ląduje na losowo wygenerowanej mapie, celem jest
oczywiście ucieczka z kompleksu. Z początku drzwi otwierają się bezproblemowo,
jednak im dalej, tym trudniej jest przejść – należy szukać specjalnych kart
otwierających przejścia do kolejnych pomieszczeń. Brzmi niezbyt wymagająco...
ale jeden problem goni nas od początku, a jest to wspomniany już SCP-173.
Ucieczka w większości przypadków nic nie da, ponieważ 173 jest od nas znacznie
szybszy i często również sprytniejszy*.
Obronić możemy się tylko w jeden sposób: patrząc bezpośrednio na żółtego
stwora. Wskaźnik mrugania sygnalizuje, ile czasu pozostało do następnego,
trwającego mniej niż sekundę, mrugnięcia. Ten bardzo krótki czas, gdy nasze
oczy są zamknięte, to czas, kiedy SCP-173 się przemieszcza, a my nie mamy z nim
żadnych zupełnie szans.
Szybko
okazuje się również, że inne SCP wydostały się ze swoich celi i wałęsają się po
ośrodku, najczęściej do momentu, gdy ty natkniesz się na nie/one na ciebie, a
wtedy rozpoczynają pościg. Często większy kłopot od 173 sprawia SCP-106,
bardzo nieprzyjemny jegomość, który również obrał za cel utrudnienie ci życia.
SCP-096 to na swój sposób przeciwieństwo 173, gdyż ten pan jest tak wstydliwy, że
zabija każdego, kto spojrzy na jego twarz. Wersja 0.7 gry dodała również
doktora,
za wszelką cenę próbującego uleczyć nas z zarazy poprzez uprzednie
zainfekowanie i sekcję przeprowadzaną na żywca.
To
wszystko może brzmi śmiesznie i groteskowo, ale sama gra taka nie jest. „SCP
Containment Breach” to gra po prostu straszna.
Naprawdę sądziłam, że nie podołam „Amnezji”, a po „Slenderze” miałam koszmary,
ale tutaj twórcy zwyczajnie przegięli i przeginają z każdą kolejną
aktualizacją. Dlaczego? A dlatego, że tej gry praktycznie nie można przejść.
Wszystkie korytarze wyglądają identycznie albo przesadnie podobnie. Maska
gazowa zamiast ułatwiać grę, tylko ją utrudnia. Spotkanie twarzą w twarz z
SCP-173 skutkuje śmiercią w przeciągu od kilku sekund do – bardzo rzadko –
kilku minut. Restart następuje z momentu na około pół minuty przed ostatnim
zgonem. Dalej w ośrodku okazuje się również, że nie tylko żywe SCP chcą nas
zabić, o nie: wiele maszyn i bliżej niezidentyfikowanych obiektów będzie
próbowało nam pomóc, mniej lub
bardziej, a raczej mniej, skutecznie. Nie wspominając nawet o strażnikach
czekających na dalszych poziomach – w momencie, w którym SCP-173 uciekł ze
swojej celi, ty stałeś się zupełnie zbędny, więc nie zdziw się, gdy strażnicy
wycelują do ciebie z broni palnej. Ta gra nie zna litości.
Dobrą
alternatywą dla męczenia się przy tym koszmarze – który zresztą aktualnie
posiada u mnie status gry stuprocentowo imprezowej, czyli nikt nie gra na
trzeźwo i nikt ABSOLUTNIE nie gra w nią sam – jest poczytanie sobie wpisów na
stronie Fundacji. Gwarantuje mocne przeżycia, a niekoniecznie zawał na miejscu.
Nie mówię, że „SCP Containment Breach” jest złą produkcją, nie: jak na darmową
grę, rozwija się bardzo sprawnie, a każda nowa wersja wnosi coś ciekawego,
solidne usprawnienia graficzne i mechaniczne. Tylko po co się męczyć, skoro
można pograć na przykład w „Far Cry’a” albo w Pokemony?
komu odradzam: wrażliwym, strachliwym, szukającym sposóbu na
przyjemne spędzenie wieczoru
komu polecam: żądnym wrażeń, fanom opowieści z Fundacji SCP
*A przynajmniej w aktualnej wersji gry, bo dawniej jego AI mocno kulało...





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz