wtorek, 27 sierpnia 2013

Gościnnie: Deadpool! Bang! Babes! Mayhem!



[Z małym poślizgiem wakacyjnym zamieszczam minirecenzję autorstwa Arszenikk, której bardzo ze Skibiuszem dziękujemy za udział!]

Jest wiele gier w które gra się dla fabuły, są jednak takie, które mają fabułę, ale ich głównym celem jest zrobienie rozróby. „Deadpool” jest tego świetnym przykładem. Marvelowska postać wyjęta ze wszystkich marginesów, niereformowalny, ale jakże zacny osobnik, którego pseudonim jest taki sam jak tytuł wyżej wspomnianej gry.

Akcja zaczyna się w mieszkaniu bohatera, które notabene zakrawa o najbardziej obskurne miejsce, jakie możecie sobie wyobrazić. Można wejść w interakcję z wieloma rzeczami począwszy od zrobienia góry naleśników, a skończywszy na małym posiedzeniu na kiblu, gdzie już mamy styczność z nadmiernym narcyzmem postaci.

Głównym celem gry jest pokonanie Sinistera, który gra nam na nerwach, a podczas całej wędrówki do niego mamy do czynienia z X-menami, złymi gośćmi, samą śmiercią, z którą przeżywamy parę… romantycznych chwil i znów ze złymi gośćmi. Podczas grania zastanawiałam się, co brali twórcy w procesie tworzenia, gdyż niekiedy ukazywała mi się totalna psychodela.


 Zaletami gry są naprawdę zabawne wstawki i możliwość interakcji z niektórymi postaciami, przytoczę Wolverine'a, któremu można trzasnąć bitch slapa, kiedy jest nieprzytomny. W grze podoba mi się bardzo, że dosłownie jesteśmy, jako gracz, częścią całej rozgrywki, często Deadpool rzuca nam jakieś uwagi i docinki.


Wadą jest końcowy etap, gdzie po prostu trzeba spuścić porządny i długi łomot, co dla mnie osobiście było w pewnym momencie niezmiernie męczące i przesadzone, gdyż na samej nawalance spędziłam z dwadzieścia minut. Przez ten jeden mankament gra traci u mnie parę punktów.

Jeśli ktoś chce się pośmiać i ma chwilę wolnego to polecam tę grę, w ocenie ogólnej mogę jej śmiało dać 7/10.

A więc ku chwale i sławie!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz